poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Jest i oczekiwany stół...





Jak sobie pomyślę, ile to trwało, to aż się włos na głowie jeży... Najważniejsze, że nareszcie tutaj z tym stołem dotarłam. Muszę powiedzieć, że niezmiernie ciężko było mi się zmobilizować, by ogarnąć ten nasz stół, generalnie cały salon, żeby wszystko uprzątnąć na tyle, by ludziom pokazać i nie spłonąć ze wstydu! Prawda jest taka, że u nas nie zawsze stół wygląda tak, jak na załączonych obrazkach. I nie dlatego, że jestem niesprzątającą bałaganiarą, a dlatego, że u nas stół po prostu ŻYJE! ...zdarza się nawet, że żyje własnym życiem, ale to niezwykle rzadko ;)

Stół w naszym salonie zawsze był sercem domu!
Nie ważne, czy w tym salonie, czy w innym, ale zawsze dużo się na nim działo. Po prostu, bije rytmem naszych serc. Naszych codziennych czynności, od spożywania posiłków, przez pracę, zabawę itp... Jak trzeba coś zrobić, rozkładamy się z całym roboczym przedsięwzięciem na stole właśnie. Od podłączania projektora, do gry w szachy. Zresztą co Wam będę długo opowiadać, sami doskonale rozumiecie :)

A historia naszego stołu ma przynajmniej dwa życia. I to jest najbardziej fascynujące! Stół kupiłam w styczniu, jest używany i ma swoją własną historię zapisaną na blacie. Wnikliwe oko może ją nawet odczytać ;) W planach jest odnowa blatu, ale zastanawiam się czy niektórych znaków czasu po prostu nie zostawić w spokoju... Niech sobie są :) 

Stół owy nie jest typowym stołem przeznaczonym do jadalni, jest to stół kreślarski. Został zakupiony w Ikea przez poprzednich właścicieli. Próbowałam się czegoś na jego temat dowiedzieć, ale nie znalazłam niczego oprócz jednego zdjęcia znalezionego w sieci. Tak więc nie mam pojęcia, z jakiej serii pochodzi i w jakich latach mógł zostać zakupiony i wyprodukowany.

Blat jest 'ruchomy', można go ustawiać do skosu, jak w przypadku typowych stołów kreślarskich. Wysokość blatu od podłogi również można regulować. U nas jest ustawiona standardowa wysokość. Stół jest dość duży, blat ma wymiary 80x160cm. Spokojnie zasiądzie do niego 6 osób. Jednak w planach mam powiększenie blatu, by można było pomieścić 8-10 osób, ale to na razie tylko plany... Czas pokaże, czy będzie potrzeba :)

No i krzesła. Te niższe, na toczonych nogach, przywiozłam z mieszkania mojej mamy, razem ze stołem. Czekają na odświeżenie. Bardzo są  wygodne i niesamowicie się cieszę, że je mam :)))
Meble, które widzicie, są u nas tymczasowo. Nie takie meble chciałam do salonu, ale póki nie przygotuję mojego poprzedniego mieszkania do wynajęcia, na razie zostaną u nas. Myślę, że aż tak bardzo w oczy nie kłują ;)


{ ślady na blacie }                                                     { pic via google }













Kochani, 
dziękuję Wam pięknie za komentarze pod poprzednimi postami. 
W szczególności, pięknie dziękuję Ewie, która przysłała mi w mejlu cudowne foto inspiracje dotyczące ewentualnej metamorfozy mojego krzesła :) 

Ewuśko, thank U very much 


na koniec pozdrawiam Was niezwykle ciepło, 
życząc cudownego tygodnia! :)

serdeczności, 
M.




sobota, 4 kwietnia 2015

Happy Easter


Moi Mili :)

Zniknęłam ostatnio, ponieważ bardzo dużo się u nas działo.
Oczywiście, u nas wszystko jest w jak najlepszym porządku :) Choroby nareszcie nas opuściły!
A działo się na płaszczyźnie przeprowadzkowo-organizacyjnej u moich rodziców. Stąd właśnie moja nieobecność. Zwyczajnie nie dałam rady. Pomagałam w przewożeniu tych wszystkich rzeczy i mebli, ogarniając przy tym swoje/nasze sprawy, dom, dziecko, remont piwnicy i życie, które toczyło się tak jak zawsze, codziennie...
Powoli wychodzimy na prostą w tym całym chaosie!
Jutro z samego rana wyjeżdżamy do moich rodziców, by razem świętować :)
Mam cichą nadzieję, że troszkę wypoczniemy i nabierzemy sił do dalszej pracy.




Kochani,
z okazji Świąt Wielkanocnych, chciałabym Wam życzyć:

codziennej radości,
spokoju ducha,
wiosny w sercu,
uśmiechu od ucha do ucha,
i dużo, dużo zdrowia !

A w świąteczny poranek, niechaj stół Wasz w smakowitości zostanie przybrany,
Zajączek niechaj przykica z wymarzonym podarunkiem,
a Lany Poniedziałek, skrapiając Was obficie, radość, zdrowie i powodzenie przyniesie :)


Happy Easter 
from 
Happy HOME :)



środa, 18 lutego 2015

Projekt krzesło


Kiedyś tam, przygarnęłam krzesło. Stare takie, na metalowej nodze, które stało przy drodze i się do mnie uśmiechało :) Jest stare, zaniedbane i lekko przyrdzewiałe - czego akurat nie bardzo widać, bo fotografka ze mnie żadna! a i światło nie sprzyjało w chwili pstrykania... Krzesło jest stabilne, co cieszy mnie najbardziej i nie wymaga ode mnie dłubania w konstrukcji, bo temu zdecydowanie bym nie podołała! Oparcie i siedzisko jest ze sklejki. Nie obadałam jeszcze czy wysokość siedziska jest regulowana, ale oparcie jest ruchome - góra-dół, oraz przy odchylaniu. Od kilku dni noszę się z zamiarem odnowienia ów krzesła i stąd mam wielką prośbę do Was :)




A zwracam się dziś do Was z prośbą o pomoc w znalezieniu inspiracji. Poszukuję w sieci podobnych krzeseł, by podpatrzyć ich metamorfozę i zainspirować się do zrobienia własnej :) Mam w głowie pewien pomysł. ale może, dzięki Wam, wypatrzę coś innego i ciekawszego..? Sama, na dzień dzisiejszy, nie znalazłam kompletnie nic! Ani jednej sztuki podobnej do mojego. Dlatego zdecydowałam się napisać, bo, jak mówi stare porzekadło, 'co dwie głowy to nie jedna' :)

Jeśli w swoich wędrówkach internetowych, natkniecie się, lub natknęliście, na podobne egzemplarze, uprzejmie proszę o pozostawienie dla mnie informacji, gdzie mam się udać, by owe info odnaleźć :) Będę ogromnie wdzięczna!





Przydatne będzie dosłownie wszystko!
Nawet jeśli będzie totalnie z innej bajki, ale zachowa tzw. kształt i pierwotną formę ;)

Z góry pięknie dziękuję!


z serdecznymi pozdrowieniami,

M.

sobota, 14 lutego 2015

Valentine's Day


Miały się tu dzisiaj znaleźć zdjęcia i ujęcia w różnych pozycjach, mojego nowego, cudownego laptopa, ale cały czas się docieramy. Powiem tylko, że nie jest tak łatwo, jak się spodziewałam, ale możliwości są ogromne, a to najważniejsze ! :) W komplecie z laptopem dostałam także mysz bezprzewodową i wspaniałego pendriva! 
Pendrive ów skradł moje serce, niczym prawdziwy i rasowy Walenty, wcale nie święty ;) I tak jak to w życiu bywa, Pan Pendrive jest absolutnie fantastyczny z zewnątrz i ma, co najważniejsze, bogate wnętrze! Typ też z niego jest dość oryginalny, a więc można na nim oko zawiesić ;)
I pstryknęłam mu dziś fotkę, by Wam go pokazać i pochwalić się, jakie ciacho mi towarzyszy przy przerzucaniu wszystkich moich danych z laptopa mężowego, do nowego.

A zatem, psze państwa, przedstawiam Wam mojego osobistego Lorda Vadera :)




oraz
korzystając z okazji, jaką daje dziś Dzień św. Walentego,
chciałabym złożyć Wam życzenia zdrowia i MIŁOŚCI, 
bo w nic nie wierzę tak bardzo, jak w miłość właśnie!


'' (…) Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje, (…) ''
                                                                                              — 1 Kor 13,4-8a *



Happy Valentine's Day 
from 
Happy HOME


...with LOVE !

M.


* fragment biblijnego 1 Listu do Koryntian św. Pawła z Tarsu

czwartek, 12 lutego 2015

Z dziennika happy Family: wieści z frontu i...


W telegraficznym skrócie, sytuacja ma się tak:

od wczoraj rozłożone chorobą leży dziecię nasze! STOP. powróciła temperatura jak w Egipcie. STOP. oczywiście na czole dziecka! STOP. ta na polu była dziś nieco niższa. STOP. patrz na załączony poniżej obrazek. STOP. z czego cieszą się tylko Kota i Piesa. STOP. z mojego mózgu zrobił się budyń. STOP. i nawet ciekawa książka poszła w odstawkę. STOP. a to boli tak samo. STOP. jak choroba dziecka. STOP.






Ale żeby nie było, że u nas tylko choroby i ogólny marazm, pochwalę się, że już dziś dostałam wspaniały prezent walentynkowy od mojego męża :)))
Jest nowy, piękny, wspaniały, wymarzony i... biały :) no i mój, rzecz jasna, na własność!
(oczywiście, mąż mój, też jest mój, na własność i na wyłączność!)
Prezentem pochwalę się innym razem, bo na razie oswajam się z nim, dotykam i głaszczę, i staram się go wyczuć i nauczyć, na ile będę mogła sobie z nim pozwolić, a pewnie na wiele ;)
A dostałam laptopa!
...w tym miejscu następuje okrzyk radości:

Aaaaaaaaaaaaaaaa..... !!!

:)))

Zatem uciekam, instalować wszystkie moje ukochane programy, przenosić foldery z laptopa mężowego oraz konfigurować te wszystkie rzeczy, o których nawet nie mam pojęcia! :)))



...pozdrawiam cieplutko,


M.


------------------------------
* update, godz. 18:18

Z okazji Tłustego Czwartku, mam nadzieję, że nie odmawiacie sobie pączusiów i faworków?
Ja, w mojej skromnej osobie, będącej prawie wiecznie na diecie, uważającej na wszystko co jem, aktywnej fizycznie i dbającej o siebie, mówię Wam, iż DZIŚ sobie nie odmawiam!
To nasza tradycja, i póki żyję i będzie mi dane oddychać, będę w Tłusty Czwartek pączki jeść i już!
...potem, zapewne, będę też spalać te kalorie, aż huczy! ale to potem... :)

Smaczności Kochane moje!
... Marteczko, Tobie też! :)))

bye, bye... :*



wtorek, 10 lutego 2015

Konkurs walentynkowy


Kochani, wczoraj zdecydowałam się wziąć udział w konkursie zorganizowanym przez Werandę. Nagrodą są urocze lampki LOVE marki Cleoni, ufundowane przez showroom oświetleniowy Luminosfera. Konkurs już trwa jakiś czas i bardzo żałuję, że nie trafiłam na niego wcześniej, bo mimo iż wczoraj późnym popołudniem zgłosiłam zdjęcie, na stronie konkursowej pojawiło się dosłownie przez momentem! Dlatego, czym prędzej przybiegłam tutaj, by prosić Was o głosy.

Wiem kochani, że dziś wszyscy jesteście pochłonięci czymś innym, zdaję sobie sprawę, że dziś wiele z Was jest myślami przy Blogu Roku. Ale jeśli choć garstka z Was zechce poświęcić swój czas i oddać głos na moje zdjęcie, będzie mi ogromnie miło :) Jeśli uda mi się wygrać tę lampkę, chcę ją podarować mężowi do jego pracowni :) On bardzo lubi takie dizajnerskie gadżety i intensywne kolory, a czerwony jest jego najulubieńszym z ulubionych :)) Dla niego bardzo chcę powalczyć!

Kochani, wszystko co trzeba zrobić to zarejestrować się/ zalogować na stronie Weranda.pl. Następnie kliknąć TUTAJ <--- odnaleźć moje zdjęcie oraz na gwiazdkach zaznaczyć swoją ocenę. Należy na nie najechać myszką i zaznaczyć wszystkie sześć gwiazdek :) Im więcej głosów z największą ilością gwiazdek, tym lepiej!
Kochani, nie bójcie się rejestracji na stronie Werandy, wymagane są tylko login i e-mail, a cały proces zabiera dosłownie chwilkę :) Poza tym, uważam, że warto z Werandą zostać na dłużej :)

Oto zgłoszone przeze mnie zdjęcie konkursowe:


Kruche serca... od serca


Ciasteczka są wyśmienite i odkąd upiekłam je po raz pierwszy, absolutnie się w nich zakochałam! Największą radość sprawiają mojemu tacie, bo niesamowicie przypominają mu smak i zapach jego dzieciństwa. A to mnie cieszy najbardziej! ♡


Bardzo, baaardzooo Was proszę o głosy!
Każdy jest najważniejszy :)
Nie zostało wiele czasu, oceniać można dziś do północy!

już teraz, z góry, z całego serca Wam dziękuję!


pic via



z serdecznymi pozdrowieniami,

M.



---------------------------------------------------
* update, 10.02.2015r, godz. 20:10


Kochani, 
właśnie zdałam sobie sprawę z faktu, iż w tym konkursie nie ilość głosów jest ważna, co totalne wyeliminowanie przeciwnika, poprzez zaniżanie średniej ocen. Ja nie mam takiego charakteru, by oceniać najniżej wszystkie zdjęcia, by moja średnia była wyższa. Nie mam również czasu, by zakładać fikcyjne konta, by sobie tę średnią podwyższać! Nie jestem w stanie napisać, z osobna, do każdego mojego znajomego, z prośbą o oddanie głosu. Działałam w konspiracji, bo chciałam zrobić niespodziankę mężowi, ale nie przedrę się przez taką konkurencję...
Dlatego w tej chwili mówię pass!
Wolę swoją energię przełożyć na czytanie dobrej książki, a wierzcie mi 'Półbrat' Larsa Saabye Christensena jest dobrą książką :)

I raz jeszcze bardzo, bardzo dziękuję wszystkim Wam, którzy oddaliście na mnie głosy :) Bardzo się cieszę, że mam tak fantastycznych znajomych, tych w realu i Was tutaj! Wasze wsparcie jest dla mnie bezcenne i nie znam słów, które oddałby całą moją wdzięczność!

Z całego serca bardzo Wam wszystkim dziękuję !!!



...with LOVE :)

M.



piątek, 6 lutego 2015

Z dziennika happy Family


Bardzo nie lubię sytuacji, gdy w życie naszej rodziny bez pytania wkracza Ona. Nikt jej nie lubi i każdy z nas wręcz nią gardzi, a mimo to, nie daje za wygraną... Nieproszona i z buciorami włazi w nasze życie, jak ośmiornica oblepia nas swoimi parzącymi mackami i trzyma w takim mocnym, gorącym uścisku, nie zważając na nasz bezwzględny sprzeciw... Ona, wredna, podstępna Grypa!! Powinnam zmienić tytuł posta na: 'Z dziennika TOXIC Family', ale nie chciałam, by aż tak drastycznie to zabrzmiało...


pic via

Sytuacja ma się u nas następująco:  
*temperaturę mamy jak w Egipcie, jakieś 40,2 stopnie... szkoda tylko, że na czole. 
a jak się razem mocno przytulamy, to jest taki piec, że nas z kosmosu widać!*
pijemy syropek z jednego kieliszka,
jemy te same tabsy,
a po tym, jak przespaliśmy cały dzień, zwędziliśmy Młodemu przyniesione z przedszkola warcaby i tniemy, psze państwa, aż huczy!!




Szczęście u nas tylko takie, że Młody jakoś się trzyma!
Wierzymy, że to od niego właśnie złapaliśmy to dziadostwo, i że jemu już nic nie grozi...
Oby...

Zatem, kochani moi, uciekam pod koc z kolejną dawką leków, tysięcznym kubkiem gorącej herbaty, kolejną rolką papieru toaletowego do smarkania, bo chusteczki już dawno przestały być opłacalne...
Jak na razie grypa wygrywa, ale my wciąż jesteśmy w grze i tak łatwo się nie damy!


...pozdrawiamy z frontu!



M. & T.


* słowa mojego męża :)


niedziela, 1 lutego 2015

Hello February !




Witajcie :)

... w pierwszą niedzielę w tym tygodniu oraz pierwszą niedzielę w tym miesiącu :)
Nie będę się rozpisywać, dziś będą tylko zdjęcia.
Takiego pięknego widoku za oknem jeszcze tej zimy u nas nie było!
Zatem, ku pamięci... :)













Happy Sunday my Friends !


hugs,
M.


piątek, 30 stycznia 2015

Zapiekanka ze szpinakiem


Miało być dzisiaj o stole, a będzie post kulinarny. I nie dlatego, że chce się nad Wami poznęcać, ale dlatego, że po prostu nie wyrobiłam... Od jakiegoś czasu moje dziecię dziwnie choruje. Dziwnie, bo jak dla mnie za często. Nigdy tyle nie chorował i, wierzcie mi lub nie, od wielkiego dzwona zdarzało mu się nie chodzić do przedszkola. Jeśli miałabym zliczyć wszystkie dni i tygodnie jego nieobecności, od grudnia do dnia dzisiejszego, na oko wyszłoby jakieś 1,5 - 2 miesięcy! I niby to nic poważnego, ale jest to na dłuższą metę bardzo uciążliwe. Po dwóch dniach w przedszkolu, Filip znów jest chory i od środy ponownie siedzi w domu i wysmarkuje kolejną rolkę papieru toaletowego, kaszląc przy tym gluciaście...

Zatem zmuszona byłam odstawić wszystkie zaplanowane prace w kąt i postarać się te gluty uciążliwe jakoś okiełznać, a najlepiej wysłać w cholerę albo w kosmos, bez możliwości powrotu do żywych! I tak oto, powstała dzisiaj zapiekanka makaronowa ze szpinakiem i postanowiłam się podzielić przepisem :)




SKŁADNIKI

- 1 opakowanie mrożonego szpinaku
- 2 ząbki czosnku (albo więcej jeśli lubicie)
- śmietana 18% (zużyłam 1 kubek)
- 1-2 łyżki mleka (opcjonalnie)
- kawałek sera żółtego
- 1 jajko
- ulubiony makaron
- przyprawy:  vegeta, sól, pieprz



PRZYGOTOWANIE

W jednym garnku zagotowałam wodę, lekko osoliłam i ugotowałam makaron.
Do większego rondla włożyłam zamrożony szpinak i na małym ogniu powoli go rozmrażałam. Następnie dorzuciłam przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku, povegetowałam i gotowałam na małym ogniu, odparowując nadmiar wody. Gdy szpinak był gotowy, dodałam do niego 2 łyżki śmietany i wymieszałam.

Ugotowany makaron odcedziłam i połączyłam z przyrządzonym szpinakiem. Wymieszałam, doprawiłam do smaku solą i pieprzem, i przełożyłam do naczynia żaroodpornego, które wcześniej wysmarowałam masłem.
W misce roztrzepałam jajko, dodałam do niego resztę śmietany, łyżkę mleka i małą część sera żółtego, potartego na drobnych oczkach. Taką 'mieszanką' polałam z wierzchu makaron ze szpinakiem. Następnie potarłam na dużych oczkach resztę sera żółtego i posypałam makaron z wierzchu.
Zapiekałam w nagrzanym do 200st.C piekarniku przez ok. 20-30min., do momentu zrumienienia się wierzchu.

Podałam z kapką ketchupu, bo czasem tak właśnie lubimy :)













 Smacznego !


*     *     *


... i na koniec mój osobisty superhero :)





ściskam Was mocno i serdecznie pozdrawiam,
M.




poniedziałek, 26 stycznia 2015

Zapowiedź zmian i garstka inspiracji


Witam Was w ten zaśnieżony poniedziałek. Jestem już z powrotem, zadowolona, z uśmiechem od ucha do ucha, albo nawet dookoła głowy :))) Jednym słowem SZCZĘŚLIWA ! ...bo mam to, co chciałam! Ale zanim Wam to pokażę, muszę wszystko ogarnąć! I tutaj niestety mam do powiedzenia tylko tyle, że jestem w ukropie, mam roboty po pachy, znów nie mam czasu podrapać się w przysłowiowe 4litery... ale, jak wspomniałam, jestem SZCZĘŚLIWA :)))

Kochane moje, nie będę w tej chwili wdawała się we wszystkie szczegóły, bo na to przyjdzie czas podczas właściwej prezentacji, ale musiałam wpaść, by choć napomknąć z jakiego powodu jestem taka szczęśliwa :)
Mianowicie, zakupiłam stół do naszego salonu. Nie jest to typowy stół do jadalni, ale będzie za taki robił :) Oczywiście wszystko dokładnie opiszę, jak tylko ogarnę obecny w salonie bajzel! Przywiozłam także 4 krzesła, które od roku na mnie czekały i nareszcie się doczekały. Zatem mam prawie wymarzony komplet do jadalni, który, co prawda, wymaga by troszkę nad nim popracować, ale nie jest to priorytetem.

Stół jest drewniany, z kilkoma bajerami, na temat których mam zamiar się publicznie rozpływać z zachwytu w następnym poście :))) Krzesła również drewniane, zapewne Wam znane, takie z tralkami w oparciu (???nie wiem czy poprawnie to nazywam, proszę mnie ewentualnie poprawić). Dla zobrazowania, mniej więcej, dorzucam garstkę inspiracji, znalezionych na szybko w sieci :)


 pic via 


pic via 


pic via 


pic via 


pic via 


Zdjęcia nr 1 i 2 są najbliższe mojemu ideałowi, ale krzesła ubrane w kolory także bardzo mi się podobają :)
Zatem, trzymajcie się cieplutko i trzymajcie za mnie kciuki, cobym w tym bajzlu nie przepadła...
...i bardzo się cieszę, że dzięki Wam nie jestem tutaj sama!

DZIĘKUJĘ


...& happy Monday! :)

serdeczności,
M.



sobota, 24 stycznia 2015

Muzyczna sobota w happy HOME


Kochani moi, a raczej Kochane moje :))) Cala jestem w skowronkach, podekscytowana i w ogóle... Dlatego, ze powoli,powolutku spełniają się moje marzenia :) Jestem pewna, ze wiele z Was wie jakie to wspaniale uczucie i nie muszę tłumaczyć, ani za bardzo się rozpisywać, jaki ogrom motyli mam teraz w brzuchu ;) A żeby nie zapeszać, nic na razie nie powiem, jeszcze chwilkę potrzymam Was w niepewności, bo dziś właśnie jadę po to COŚ :)

I wybaczcie mi proszę dzisiejszy post bez polskich znaków! Dostałam wczoraj nowego/starego laptopa, którego właśnie docieram, muszę zaktualizować cały system, a ze się kompletnie na tym nie znam, czekam na męża, który po mistrzowsku się tym zajmie. Stad taki właśnie koślawy jest ten post ;)




Dzisiaj, z okazji pierwszej soboty w tym tygodniu oraz z powodu emocji, jakie mi towarzysza od kilku dni, wybrałam specjalny otwór. Taki, który mówi sam za siebie i zawsze, moim zdaniem, się obroni! Jest absolutnie fenomenalny, nie ckliwy, a prawdziwy :)
...bo o spełnianiu marzeń!





Kocham od zawsze, zarówno film, jaki i ten soundtrack !
Uciekam już, bo muszę przygotować miejsce w salonie na to COŚ :)

tymczasem...
 happy Saturday for everyone :)


z muzycznym pozdrowieniem,
M.


czwartek, 22 stycznia 2015

Sałatka z paluszków surimi


Zupełnie nieplanowane było dziś to moje pichcenie. Miałam leżeć w łóżku dla kurażu, gdyż także nieplanowanie, straciłam dziś głos! Od samego rana zgrzytam na strunach głosowych i skrzypię niczym stare, nieoliwione od lat drzwi... Miałam więc leżeć, czytać, nic nie mówić i ssać jakieś nawilżające gardło cuksy. Cuksów nie było aż tyle więc nie za bardzo pomogły. Dziecię moje dotrzymywało mi towarzystwa, bo również w domu siedzi, gdyż chorował i całkiem możliwe, że dopadła go szkarlatyna. Tak dziwnie i dobrze to przeszedł, że nawet lekarz miał problem z diagnozą. W każdym razie z nicniemówienia, również wyszły nici! Dalej więc skrzypię :)

Ale zrobiłam dziś super sałatkę, a że wyszła naprawdę świetnie, postanowiłam się podzielić przepisem. Nadmienię tylko, że do wykonania owej sałatki popchnął mnie totalny spontan i zupełnie przypadkiem wybrane z lodówki składniki. Ale czyż takie właśnie nie wychodzą najlepiej...?




SKŁADNIKI

- 1 opakowanie paluszków surimi
- 4 łodygi selera naciowego
- 1 średnia cebula
- 2 jajka ugotowane na twardo
- 2 ząbki czosnku 
(w zależności od preferencji można dodać więcej lub mniej)
- pół kubka jogurtu naturalnego
- kapka oliwy z oliwek
- przyprawy: sól, pieprz, pieprz cayenne


PRZYGOTOWANIE

Łodygi selera umyłam i pokroiłam na małe kawałeczki. To samo zrobiłam z paluszkami surimi. Jajka 'przepuściłam' przez kratkę do jajek. Cebulę drobno posiekałam.
Do kubka przelałam połowę jogurtu naturalnego. Dodałam do niego ząbki czosnku, które drobno posiekałam i roztarłam ze szczyptą soli na desce. Dodałam do do tego kapkę oliwy z oliwek i dosoliłam do smaku. Powstałym sosem zalałam wcześniej pokrojone składniki i wymieszałam.
Podałam z grzankami z czosnkiem i mozzarellą.
Na talerzu wszystko skropiłam oliwą z oliwek i delikatnie posypałam pieprzem cayenne.

...i mówię Wam, było PYCHA !





...jeno grzanki mi się trochę za mocno spiekły, 
ale były zjadliwe ;)


Smacznego !


uściski dla Was :*
M.


poniedziałek, 19 stycznia 2015

Organizer w kalendarzu - DIY


Często mam tak, że nie mogę dostosować kalendarza do moich własnych, nietypowych widzimisiów :) To dlatego, że zawsze widzi mi się: coś fajnego, coś innego, coś oryginalnego, coś takiego 'mojego', a przy tych wszystkich widzimisiach, koniecznie to coś MUSI BYĆ funkcjonalne i robić tzw. robotę.
W tym roku miałam sobie sprawić fajny kalendarz i zabrałam się już w grudniu na poszukiwania owego. I nawet znalazłam, o dziwo, ale cena mnie zmasakrowała! A ja mam na co pieniądze wydawać i, wierzcie mi, każda złotówka jest przez nas szanowana i nie idzie na marne... (czyt. urządzanie domu, remont piwnicy, ogród marzeń).
Tak się szczęśliwie nawet złożyło, że dostałam, a raczej zagarnęłam, dla siebie kalendarz męża. Okazał się być całkiem fajny, tylko wymagał zmian. Tak, żeby był bardziej 'mój' :) Na początek postanowiłam dodać mu nieco koloru, a tym samym ułatwić sobie jego obsługę, wprowadzając miesięczne separatory, tak by każdy miesiąc otwierać bez zbędnego wertowania kartek. Taki porządkowy organizer miesięczny :)



Do wykonania takich kolorowych separatorów, potrzebne będą:

- kolorowe arkusze
(u mnie zwykły papier do drukarki tyle, że kolorowy)
- obustronna taśma samoprzylepna
- linijka
- ołówek
- nożyczki
oraz rzeczony kalendarz :)





Jak się zabrać do pracy?
Najpierw zastanów się, jak chcesz owe separatory rozmieścić, następnie wymierz odległości linijką i zaznacz to miejsce ołówkiem na stronie 1-go dnia każdego miesiąca.
(u mnie jest to akurat strona całego miesiąca)




Z kolorowego papieru wytnij prostokąty, które po złożeniu na pół będą przynajmniej 0,5cm. wystawały poza kartkę kalendarza.

Następnie:
 


1- rozwiń nieco obustronnej taśmy samoprzylepnej i przyklej na niej wycięty kawałek kolorowego papieru
2,3 - wytnij przyklejony do taśmy prostokąt, by pozbyć się wystających brzegów taśmy samoprzylepnej
4 - odklej spodnią część taśmy samoprzylepnej, najlepiej do połowy...




5,6 - ...i tą część naklej w zaznaczonym  miejscu w kalendarzu 
 7,8 - odklej pozostałą część spodu taśmy samoprzylepnej i doklej z drugiej strony kartki, zaginając kolorowy kawałek
PAMIĘTAJ, by naklejany kolorowy kawałek wystawał poza kartkę przynajmniej 0,5cm !





...i według tej instrukcji postępuj z każdym miesiącem :)











Happy DIY :)


z serdecznymi pozdrowieniami,
M.